Kościół parafialny Kościół parafialny - wnętrze Dom parafialny Figura Najświętszego Serca Pana Jezusa Krzykosy Kaplica Witowo Sulęcin Młodzikowo Most kolejowy nad rzeką Wartą

Wrzesień

23

poniedziałek

Tekla, Bogusław

 

Kazanie na pogrzeb Mamy – Kępno 29.VII.2015

W Księdze Apokalipsy św. Jana Apostoła czytamy:

List do Kościoła w Pergamonie (Ap 2,12,16-17)

„Aniołowi Kościoła w Pergamonie napisz:
To mówi Ten, który ma miecz obosieczny, ostry. (…)
Nawróć się zatem!
Jeśli zaś nie - przyjdę do ciebie niebawem
i będę z nimi walczył mieczem moich ust.
Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów.
Zwycięzcy dam manny ukrytej (12)
i dam mu biały kamyk (12),
a na kamyku wypisane imię nowe (12),
którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje.”

Św. Teresa z Avili, wielka święta Kościoła, której 500-ną rocznicę urodzin w tym roku obchodziliśmy, w chwili śmierci powiedziała: „jestem córką Kościoła”. To było właśnie jej nowe imię, które wypisane na białym kamyku, jak mówi Apokalipsa, otrzymała od Jezusa.

(Apokalipsa 2,17 – przypis 12:
"Manny...": por. Wj rozdz. 16 [->Wj 16,1]; J 6,31nn. Symbol życiodajnego pokarmu duchowego, a więc i Eucharystii; "kamyk": symbol dopuszczenia do królestwa Bożego; "imię nowe" (jak w Ap 3,12; Ap 19,12) pozostaje w związku z Iz 62,2; Iz 65,17; i oznacza nową osobowość. Związkowi z Chrystusem towarzyszy wzajemna znajomość nie do przekazania innym.)

Nasza mama miała na imię Marta, tak jak siostra Łazarza i Marii, przyjaciół Jezusa.

Marta – imię żeńskie pochodzenia biblijnego. Wywodzi się z aramejskiego rzeczownika mar, mar(a)tha, marta, oznaczającego "pani domu, gospodyni, pani". W Polsce po raz pierwszy zanotowano je w 1265 roku.

Maria (hebr. מרים = Miriam) – imię żeńskie pochodzenia hebrajskiego oznaczające „być pięknym lub wspaniałym”.

Łazarz – imię męskie pochodzenia biblijnego. Pochodzi od hebrajskiego imienia Eleazar (co można przetłumaczyć jako: „Ten, któremu Bóg pomaga”). Lazarus jest łacińska formą greckiego słowa Lazaros, skrótem od Eleazaros, , lub hebrajskiego El’azar (co znaczy: „Bóg pomógł”).
(znaczenie imion - cytaty z Wikipedii)

Dlaczego byli przyjaciółmi Jezusa?
(To moja intuicja) Mieszkali w Betanii, wiosce leżącej na wschód od Jerozolimy, za Górą Oliwną. Zapewne znali się z Jezusem od dzieciństwa, gdy on, jeszcze jako 12-letni chłopiec, razem z Józefem i Maryją, przybywał do Jerozolimy na doroczną pielgrzymkę na święto Paschy. Do Jerozolimy, przecież niewielkiego miasta otoczonego murami i gęsto zabudowanego, przybywało co roku tysiące pielgrzymów, którzy musieli gdzieś zamieszkać. Możemy domyślić się, że zatroskani rodzice Jezusa gościnny dom odnaleźli w Betanii, u rodziców Łazarza, Marty i Marii. Ta kolejność wcale nie oznacza, kto był z rodzeństwa najstarszy, lecz mówi o strukturze rodziny, gdzie mężczyzna zawsze pozostaje jej głową.

Ewangelista Łukasz, w 10 rozdziale swoje ewangelii, pisząc najpierw przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, zaraz potem opisuje gościnę Jezusa w domu Marty i Marii, nie wspominając Łazarza ani Betanii. To jednak św. Łukasz zapisuje dialog między Jezusem a Martą, zniecierpliwioną tym, że sama musi troszczyć się o ugoszczenie tylu osób, gdy jej siostra, beztrosko siada u stóp Jezusa, by wsłuchiwać się w słowa jego opowieści.

Czytamy w ewangelii:
(Łk 10, 38-42 – Marta i Maria)
"W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu10. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba <mało albo> tylko jednego11. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona»".

Scena ta doczekała się później wielu komentarzy, analizowano postawy obu sióstr, porównywano je ze sobą. Bardzo wcześnie postacie te zaczęły nabierać charakteru symbolicznego: Maria stała się symbolem życia kontemplacyjnego – zasłuchania w Jezusie, Marta zaś symbolem życia czynnego – posługiwania.

Tu dochodzimy do dzisiejszej ewangelii. Na obie siostry pada straszny cios, umiera ich brat, a obie są niezamężne, czyli poza bratem nie mają nikogo, kto by je, w patriarchalnym społeczeństwie, bronił. Jeszcze dzisiaj, w kulturze bliskiego wschodu, to ojciec, mąż lub brat decydują o prawach kobiet.

Na wiadomość, że Jezus się zbliża do Betanii, wychodzi mu naprzeciw tylko Marta i rozmawia z nim:
(J 11,20-27)
"Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. 22 Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Rzekła Marta do Niego: «Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Rzekł do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat»".

To jej wyznanie wiary pokazuje, że wzięła sobie do serca wyrzut Jezusa o potrzebie słuchania słowa Bożego. I choć przy usługiwaniu słyszała może mniej niż Maria z tego, co mówił Jezus, to jednak słyszała to, co najistotniejsze i zapamiętała.

Nasza mama miała na imię Marta, tak jak siostra Łazarza i Marii, przyjaciół Jezusa.

Biblijną Martę niewątpliwie można przyrównać do „dzielnej niewiasty” z poematu znajdującego się w Księdze Przysłów. Oczywiście poemat ten nie mówi o tylko jednej osobie ale pragnie przedstawić wzór do postępowania dla wszystkich kobiet. Czytamy w nim m.in.:
(Prz 31,10-31)
"Niewiastę dzielną któż znajdzie?
Jej wartość przewyższa perły.
Serce małżonka jej ufa,
na zyskach mu nie zbywa;
nie czyni mu źle, ale dobrze
przez wszystkie dni jego życia.
O len się stara i wełnę,
pracuje starannie rękami.
Wstaje, gdy jeszcze jest noc,
i żywność rozdziela domowi,
Przepasuje mocą swe biodra,
umacnia swoje ramiona.
Już widzi pożytek z swej pracy:
jej lampa wśród nocy nie gaśnie.
Wyciąga ręce po kądziel,
jej palce chwytają wrzeciono.
Otwiera dłoń ubogiemu,
do nędzarza wyciąga swe ręce.
Dla domu nie boi się śniegu,
bo cały dom odziany na lata5,
sporządza sobie okrycia,
jej szaty z bisioru i z purpury.
W bramie jej mąż szanowany,
gdy wśród starszyzny kraju zasiądzie.
Strojem jej siła i godność,
do dnia przyszłego się śmieje.
Otwiera usta z mądrością,
na języku jej miłe nauki.
Bada bieg spraw domowych,
nie jada chleba lenistwa.
Powstają synowie, by szczęście jej uznać,
i mąż, ażeby ją sławić:
«Wiele niewiast pilnie pracuje,
lecz ty przewyższasz je wszystkie».
Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno:
chwalić należy niewiastę, co boi się Pana.
Z owocu jej rąk jej dajcie,
niech w bramie chwalą jej czyny".

My dzieci: Maria, Stanisław, Janina i Kazimierz, widzieliśmy w naszej mamie taką właśnie dzielną niewiastę.
Pamiętamy z dzieciństwa, jak troszczyła się o nasz dom rodzinny:
jak troszczyła się o to, by nas nakarmić, jak siedziała po nocy, by szyć nam ubranka, jak troszczyła się by białe kołnierzyki przy mundurkach były zawsze wyprane, a nogi przed snem umyte.
Pamiętamy też, że była zawsze wymagająca wobec nas, byśmy osiągali pełnię swoich indywidualnych możliwości ale najpierw była wymagająca wobec siebie.

Nasza mama urodziła się z rodziców Ignacego Czekały i Jadwigi zd. Wylęga 23.II.1923 r. we wsi Ignacowka III i pochodziła z normalnej, jak na owe czasy, wielodzietnej rodziny. Łącznie miała dwanaścioro rodzeństwa, ale niektóre zmarło w dzieciństwie dlatego my poznaliśmy tylko siedmioro, licząc od najstarszej: Wiktorię (1903), Franciszka (1907), Gertrudę (1909) jako jedyna z rodzeństwa przeżyła 100 lat, Andrzeja (1911), Jana (1913), Jozafata (1921) i naszą mamę Martę (1923).
Mając 14 lat opuściła dom rodzinny, by jechać do miasta na służbę. Gdy miała 16 lat wybuchła II Wojna Światowa. Po wybuchu wojny we wrześniu 1939, razem z innymi uciekinierami znalazła się na polskich Kresach w okolicach Lwowa, dzisiaj zachodniej Ukrainie. Po zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną, przez most w Przemyślu powróciła na tereny okupowane przez Niemców. Z tego okresu opowiadała nam tylko miłe wspomnienia, których niestety nie zapisywaliśmy, bo wydawały się nam mało ważne. Między innymi w czasie okupacji przez około rok mieszkała w Zakopanem i do tych wspomnień najczęściej wracała, przypominając nazwy ulic i miejsc w Zakopanem, ale po wojnie nigdy tam nie pojechała. Być może, że okres wojny nauczył ją by liczyć tylko na własną zaradność i pracowitość. Nigdy nie słyszeliśmy ją narzekającą na trudy życia, nigdy też nie słyszeliśmy, by narzekała na swoje życie zazdroszcząc pomyślności innym.

26 grudnia 1947 roku poślubiła naszego ojca Kazimierza Tomalika.
Jako rodzice nie tylko przekazali nam życie ale także wpajali zdrowe zasady moralne i własnym życiem dawali przykład pracowitości i pobożności. To oni uczyli nas modlitwy, a w każdą niedzielę prowadzili do kościoła, tak, że w naszym domu rodzinnym nikt nie odważyłby się przeżyć niedzieli bez udziału we mszy św.

Tata nie zgadzał się na to, byśmy jako dzieci jeździli na kolonie, a także należeli do harcerstwa, aby świeckie wychowanie, narzucane tam przez ateistyczne państwo, nie zatruło naszych młodych umysłów bezbożnością, a w każdym razie religijną obojętnością.
Częstym zwyczajem była także wspólna rodzinna modlitwa przy okazji ważnych świąt religijnych. Normalnym zwyczajem było to, że w dniu imienin uczestniczyło się we mszy św. i przyjmowało Komunię św. w intencji solenizanta, a także każdy z nas znał swojego świętego patrona.
To zakorzenienie w religijności, jaką zaszczepili w nas rodzice, dla każdego z nas stało się oparciem na trudny czas dojrzewania, kiedy każde pokolenie buntuje się przeciw kontroli rodziców i tradycyjnym wartościom.
Pamiętam, jak pod koniec lat 60-tych, kiedy miała nastąpić reforma soborowa odprawiania mszy św. uczyliśmy się na pamięć mszalnego wyznania wiary i rywalizowaliśmy ze sobą, kto pierwszy się nauczy.

Nasi rodzice w małżeństwie przeżyli ze sobą prawie 32 lata. Dramatycznym dniem dla naszej rodziny był czwartek 26 lipca 1979, kiedy to około godziny 18:00 nasz tata doznał niespodziewanie zawału lub wylewu krwi do mózgu i pogotowie zabrało go do szpitala, gdzie krótko po 21:00 zmarł. Z tamtego dnia mam w pamięci mamę, jak rozdygotana przyjechała taksówką na działkę ogrodniczą, którą mieliśmy przy ul. Karłowicza, niedaleko strzelnicy sportowej, i poleciła bym szybko szedł do szpitala do taty.
Ten dzień 26 lipca połączył ich po 36 latach.
Już od lutego tego roku stan zdrowia mamy nieustannie się pogarszał. Kryzys jej zdrowia nasilił się w piątek 17 lipca, kiedy z powodu zakrzepicy w prawej nodze zawieźliśmy ją do szpitala w Środzie Wlkp. W niedzielę wróciła do domu ale we wtorek 21 lipca znowu pojawił się stan zagrażający jej życiu, a równocześnie stwierdziliśmy, że przy jej osłabieniu nie będziemy potrafili należycie opiekować się nią w domu.
I tak znalazła się po raz drugi w szpitalu, i tak rozpoczęła się jej ostatnia droga, która trwała do niedzieli 26 lipca i zakończyła się o g. 22:20.
W ten sposób śmierć na nowo połączyła naszych rodziców wspólną datą, a zarazem opieką możnych patronów w niebie: św. Joachima i Anny – rodziców Maryi Matki Jezusa.

Kiedyś, w dzieciństwie pewna pani, która pracowała razem z moją mamą zapytała mnie: kogo bardziej kocham – mamę, czy tatę. W duchu odpowiedziałem natychmiast – tatę, bo był dla mnie łagodniejszy ale głośno odpowiedziałem dyplomatycznie, że oboje.
Dzisiaj wiem, że oboje nas bardzo kochali, choć każde z nich inaczej. Dzisiaj wiem, że my, ich dzieci również ich bardzo kochaliśmy, chociaż wychowywali nas tradycyjnie, używając gdy było trzeba klapsów, tak dzisiaj, w epoce bezstresowego i roszczeniowego wychowania obśmiewanych, a niedługo pewnie prawem zakazanych.

Nasza mama miała na imię Marta, tak jak siostra Łazarza i Marii, przyjaciół Jezusa.

Nie wiem jakie nowe imię otrzymała nasza mama od Jezusa, lecz żywię głęboką nadzieję, że pośród przyjaciół Jezusa już teraz przebywa.

Dodano 31 lipca 2015 o 10:50 przez Kazimierz Tomalik
 

 

Copyright esolec.pl 2013©. Wszelkie prawa zastrzeżone.